Słuchaj tego wpisu w Radio Wnet –
cz. 1 oraz
cz. 2Mając lat naście wierzyłem, że najlepszym panaceum na walkę z niesprawiedliwością na świecie jest rozumne pisanie prawa przez dobrze wykształconych urzędników państwowych. O taką wiarę w Polsce nie jest trudno i dla ludzi dojrzałych, więc z perspektywy dzisiejszej nie wstydzę się tego, że jako dziecko miałem takie poglądy. I nie ma co się temu dziwić, gdy główny spór polityczny toczy się wokół kwestii kto komu. Więc mając te kilkanaście lat wydawało mi się, że to ciężki orzech do zgryzienia kto komu i ile ma z państwowego dać. Dylematy takie towarzyszą naszym politykom praktycznie od 1990 roku i jedyne czego są oni pewni to faktu, że muszą wydawać więcej niż państwo wyciągnie w podatkach od swoich obywateli. Jako nastolatek więc doskonale wczuwałem się w problemy polskich polityków i uważałem (jak pewnie większość Polaków), że rozdzielać państwowe pieniądze powinien ktoś kto ma światopogląd zbliżony do mojego. A jako, że prawie jak każde dziecko chciałoby się jak najszybciej usamodzielnić od władzy rodzicielskiej, więc i żyłem w przeświadczeniu, że Państwo musi przede wszystkim ułatwić start młodzieży w dorosłe życie – wyposażyć w „darmową edukację”, dać „darmowe mieszkanie” i inne tego typu socjalistyczne frazesy.
I właśnie wtedy, gdy wydawało mi się, że mój światopogląd jest ukształtowany wpadła mi w ręce ta książka, która całkowicie odmieniła sposób postrzegania świata.
Wolny wybór małżeństwa Róży i Miltona Friedmanów. Jest to według mnie podstawowa pozycja dla tych, którzy podobnie jak ja w dzieciństwie, wierzą że niesprawiedliwość tego świata można zwalczać poprzez redystrybucję dochodu przez władzę państwową.
Książka ta jest zbiorem dziesięciu, niezależnych od siebie, wykładów, które powstały na zamówienie amerykańskiej telewizji PBS. Zostały wyemitowane w 1979 roku, a rok później ukazał się właśnie drukiem Wolny wybór. Zresztą sam program doczekał się reedycji w 1990 roku, a jego polską wersję można obejrzeć na
You tube. Wolny wybór odmienił losy jednego państwa w Europie, które wydźwignęło się z socjalistycznej niewoli Związku Radzieckiego i wyrosło na lidera przemian. Tym państwem jest Estonia, która startowała z bardzo niskiego pułapu, a dziś poziomem życia zaczyna dorównywać najbiedniejszym państwom starej Unii Europejskiej. Gdy spytano premiera rządu Estonii Marta Laara, który wdrażał wolnorynkowe reformy na początku lat dziewięćdziesiątych, o ekonomiczne inspiracje (Laar jest historykiem) odpowiedział, że przeczytał tylko jedną książkę o gospodarce – Wolny wybór małżeństwa Friedmanów.
Z Miltonem Friedmanem jako ekonomistą, jakby nie było laureatem Nagrody Nobla, można się nie zgadzać. Natomiast nie ma większego propagatora wolnego rynku w drugiej połowie XX wieku. Jak sam przyznał Wolny wybór jest książką filozoficzną, a nie ekonomiczną – trzeba się tutaj zgodzić, aczkolwiek sprawy gospodarcze są na pierwszym planie. Niemniej ja uważam, że przejdzie ona do historii i już niedługo będzie się ją wymieniać jednym tchem obok pozycji Johna Locke’a, Adama Smitha, czy Johna Stuarta Milla – jako dzieła, które wniosły wielki wkład w szerzenie wolności.
Ciężko jest streścić tą książkę w kilku słowach – jest to po prostu biblia wolności drugiej połowy XX wieku. Friedman pokazuje, że nie można mówić o wolności w ogóle i swobodach obywatelskich, gdy się nie zapewni wolności w gospodarowaniu i dysponowaniu swoim czasem i wypracowanym dochodem. A państwo ma służyć obywatelom i zapewnić tylko 4 rzeczy:
1. Obronę przed wrogiem zewnętrznym (wojsko)
2. Obronę przed wrogiem wewnętrznym (policja),
3. Budowę infrastruktury, która służy społeczeństwu, a której budowa nie jest możliwa w warunkach rynkowych (np. drogi i mosty),
4. Pomoc socjalną dla ludzi nieodpowiedzialnych (dzieci i szaleńcy), którymi nikt inny nie chce się zająć.
Z wszystkimi innymi problemami ludzie sobie poradzą, a państwo jest jedynie przeszkadzaczem.
Na kartach
Wolnego wyboru może poznać najprostsze argumenty przemawiające za jak najszerszym otwarciem na wolność. Nie chodzi o to, że wolny rynek jest efektywny, chociaż jest, tylko że jest najbardziej sprawiedliwy. Centralne planowanie rządowe zawsze prowadzi do ograniczenia wolności i tyranii. Gdy urzędnik państwowy zaczyna decydować o tym, co, w jakiej ilości i w jakiej cenie trzeba produkować, to musi zastosować przymus, by ktoś właśnie tą ilość i w tej cenie zakupił. W Polsce takim przykładem mogą być monopole państwowe – Poczta Polska czy PKP. Brak bodźca konkurencji powoduje, że są to najbardziej niewydolne, olewające swoich klientów, firmy. A przecież w Polsce nie mamy konkurencji i wolnego wyboru jeszcze w wielu dziedzinach: zdrowia, gdzie jeden ubezpieczyciel państwowy (NFZ) wypiera konkurencję, ubezpieczeń emerytalnych, gdzie przymusowe Otwarte Fundusze Emerytalne pobierają czternastokrotnie wyższe opłaty za zarządzanie niż działające na rynku fundusze inwestycyjne i wielu, wielu innych. Wszędzie gdzie brak wolnego wyboru i zastosowany jest przymus państwowy tam mamy do czynienia z gorszą lub droższą usługą.